Archiwa tagu: xenserver

Wstępem do wirtualizacji.

Z lekkim opóźnieniem zabrałem się do pisania tego tekstu. Nie będzie chyba specjalnie wysokich lotów, chociaż mam nadzieję, że będzie lepszy od tych, które przeczytałem na blogu pewnego bardzo znanego w Polsce portalu software’owego.

Wracając do głównego wątku, warto by było aby artykuł był spójny, początek i koniec był na tym samym poziomie a rozwinięcie tematu, było na poziomie wyższym od tego. Ale żeby do tego dojść, potrzeba dobrego tematu na artykuł. I oto w tym, jak by się wydawało banalnym momencie i jednocześnie logicznym pojawia się problem. Bo o czym tu napisać? Czy powielać kolejny temat, mniej lub bardziej aktualny, czy próbować napisać o czym wyróżniającym się z tłumu kolejnych tekstów wyjątkowej jak i wątpliwej jakości.

Szczerze – nie mam pojęcia o czym napisać. Mam zalążki kilku pomysłów, ale nie chce żadnego potraktować pobieżnie, spłycić do maksymalnie krótkiej i płytkiej formy. Trudno napisać o takiej wirtualizacji, kiedy nie korzysta się z tego na co dzień, a jedynie kilkakrotnie testowało, tak na prawdę dla zabawy. Ponadto wirtualizacja jest tematem rozległym, przez co nie da się jej sprowadzić do jednowątkowego artykułu.

Warto stworzyć jakiś wstęp, wprowadzenie do tematu. Nie mam tutaj na myśli typowego tłumaczenia, co to, jak to działa i tak dalej. Raczej chodzi mi tutaj o stworzenie całościowej wizji przedsięwzięcia jaki pozwali na spojrzenie na temat z innej perspektywy, niż tej techniczno programowej. Bo przecież dla każdego logiczne jest, że uruchomienie kilku systemów na jednej maszynie fizycznej wymaga zasobów mocy. I nie da się tego w żaden sposób pominąć. Wiadomo też, że każda metoda ma jakieś wyjątkowe i specjalne wymagania. Weźmy pod uwagę taki oto Microsoft Hyper-V. Jaką wyjątkową właściwość musi mieć nasz serwer? Musi być dwurdzeniowy. Bez tego możemy zapomnieć o integracji systemów wirtualizowanych w sieci kontrolowanej przez Windows Server.

Więc oto okazuje się, że nasze domowe laboratorium techniczno-naukowe nie dysponuje wystarczającym sprzętem. Fundusze w laboratorium skończyły się na samym wstępie więc nie pozostaje nic innego jak porzucić próby albo wypróbować innych metod. Jakich? Chociażby VMWare, które występuje w kilku rodzajach, i różnie się od siebie sposobem kontrolowania sprzętu, hosta oraz gości. Niestety, w tym przypadku, niektóre z wersji są płatne, a jak pamiętamy z pierwszego zdania, funduszy brak. Co robić? Wystarczy sięgnąć do źródeł, a dokładnie rzecz ujmując do kernela. XenServer od Citrixa. Tak samo jak VMWare posiada różne wersje. No ale oczywiście, w wersjach dających większe możliwości obowiązkowa staje się opłata za licencje. Równocześnie budżet się nie zwiększył i pozostaje jedno z ostatnich, a na pewno ostatnie tak naprawdę znane działanie – Sun VirtualBox. Każdy znajdzie cos dla siebie. Tak samo jak zatwardziali użytkownicy linuxa i konsoli zechcą korzystać z VZ.

Czym jest VZ? No i tutaj właśnie należy się w temat zagłębić. Na każdy ze sposobów przyjdzie kiedyś czas. Być może będę testował tylko jeden. Czas pokaże. A na chwilę obecną trzeba dobrze zastanowić się nad tym w jaki sposób rozpocząć zabawę w wirtualizację. Jedna z topowych technologii, być może na równi z pracą w chmurze.


XenServer Wolny.

Cieszy. Wirtualizacja wolna. Po VirtualBox, Microsoft Hyper-V (nie do końca wolny) i VMware kolejny protoplasta zostaje uwolniony. XenServer, od dawna obecny w RedHat i Fedorze, w pewnym momencie został wykupiony przez firmę Citrix. Tak oto stał się mniej wolny. XenServer działa troszeczkę inaczej niż wszystkie wymienione wcześniej narzędzia. Specjalnie kompilowane jądro stawało się system Hostem dla kolejnych systemów – co do kwestii działania – nie wypowiem się dokładnie bo nie korzystałem wiele z tego, ale jako zagorzały fan wirtualizacji jaką poznałem na IBM Road Tour przy użyciu VMware GSX/ESX server i systemu serwerów Blade, jestem dumny i szczęśliwy z tej jakże pozytywnej wiadomości.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.